DZIŚ
Międzynarodowy Dzień Muzeów
PODOBNE WIADOMOŚCI
- Wielopokoleniowy wolontariat » (18.05.2012)
- Maria Wojtysiak: rozmawiam, zamiast pikietować » (16.05.2012)
- Uzależniona od wolontariatu » (20.04.2012)
- Agnieszka Amborska: lubię mieć szczęście » (16.04.2012)
- Popularna superbabcia ze Śląska » (23.03.2012)
- Ludzie sektora: Paulina Adamska-Malesza » (02.03.2012)
Ludzie sektora: Anna Sienicka
Do sektora organizacji pozarządowych trafiła przypadkiem, choć w przypadki nie wierzy – „widocznie tak miało być” – mówi po latach. Nawet w najbardziej krytycznych momentach stara się zachować pogodę ducha, bo wtedy łatwiej jest przebrnąć przez trudne sprawy i działania. Rozmawiamy z Anną Sienicką z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych (FISE).
Czym się Pani obecnie zajmuje?
– W FISE pełnię przede wszystkim funkcje zarządcze w roli wiceprezesa Zarządu, natomiast od strony merytorycznej zajmuję się głównie ekonomią społeczną. To temat, który dla nas, jako organizacji jest obecnie strategicznie najważniejszy – wyjaśnia. – Oprócz tego, z ramienia Stałej Konferencji Ekonomii Społecznej (SKES) jestem w zespole powołanym przez premiera ds. rozwiązań systemowych z zakresu ekonomii społecznej. Kieruję tam grupą prawną, która ma za zadanie opracować projekt ustawy o przedsiębiorczości społecznej. Także z ramienia SKES, ale też i FISE jestem członkinią Rady Działalności Pożytku Publicznego, gdzie również kieruję grupą prawną. Bardzo dużo energii i czasu zajęła mi praca nad nowelizacją Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Ponadto, w tej chwili wydawanych jest szereg rozporządzeń związanych z tą nowelą, na przykład dotyczących oferty, sprawozdań, kontroli i też się nimi zajmuję – dodaje.
Dlaczego Pani to robi?
– Kilka lat temu podjęłam decyzję, że nie chcę być adwokatem, ale nie za bardzo wiedziałam, co chcę robić. Zaczęłam szukać i przez przypadek trafiłam do FISE z myślą, że zostanę tutaj pół roku, a potem znajdę sobie inne zajęcie. Ale jak się okazało, zostałam na dłużej. Powoli, wychodząc od najniższych szczebli, znalazłam się na pozycji osoby współzarządzającej Fundacją – wspomina. – Myślę, że jestem w trzecim sektorze przede wszystkim dlatego, że jest to praca, która daje dużą wolność myślenia i więcej możliwości niż w innych branżach. Wydaje mi się, że tutaj, dużo bardziej niż w innych miejscach, wszystko zależy ode mnie – od mojej pracy, pomysłów, od tego, co zrobię. To jest coś, co sprawia mi wielką satysfakcję i daje poczucie, że tworzę coś z sensem, co przynosi konkretne efekty dla innych. Poza tym, dla mnie bardzo ważni są ludzie z którymi pracuję, a w tym miejscu mam do czynienia z bardzo ciekawymi indywidualnościami. Część osób, z którymi współpracuję, czy to w FISE, czy w RDPP stała się po prostu moimi bliskimi przyjaciółmi.
Największy sukces
– Myślę, że jest nim nowelizacja Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, bo rzeczywiście prace nad nią były bardzo trudne i bardzo się w nie zaangażowałam. Miałam poczucie, że jest to ważne, i że trzeba to zrobić. I pewnie dalej jest mnóstwo wątpliwości, czy pretensji do tej ustawy, ale udało się wprowadzić do niej wiele istotnych rozwiązań. Oczywiście, nie traktuję tego, jako osobistego sukcesu. Raczej była to z mojej strony kwestia sterowania pewnymi działaniami, współpracy z rządem, z komisją sejmową, z organizacjami, które przychodziły z różnymi problemami i ze zbieraniem tych konkretnych rzeczy, aby prace nad nowelą szły dalej, i żeby strony ze sobą rozmawiały. To szerokie reprezentowanie różnego rodzaju interesów było najtrudniejsze w tym wszystkim. Ale było to ważne z jeszcze jednego powodu. Podczas prac nad ustawą trzeci sektor był bardzo mocno słuchany w Sejmie i bardzo dobrze współpracował ze stroną rządową. To były faktyczne negocjacje, gdzie nie mieliśmy poczucia, że coś jest już ustalone i nie mamy szans na przeforsowanie naszych rozwiązań. A drugi sukces, którego też czuję się współautorką, związany jest z FISE. Kiedy przyszłam do Fundacji, organizacja przeżywała załamanie. Stara załoga odeszła, a Ilona Gosk, jako prezes, przejmowała zarządzanie całością. Mamy zatrudnionych w FISE około 25 osób, od lat realizujemy projekty systemowe, prowadzimy organizację, która robi duże, stałe, stabilne, skoncentrowane merytorycznie działania To duży sukces – przekonuje.
Największa porażka
– To taka niemoc, kiedy nie wiem, w którą stronę pójść, kiedy nie jestem w stanie sprostać różnym wyzwaniom, kiedy czuje się fizyczny i merytoryczny blok, nie umie się czegoś zrobić. Tak było na przykład przy pracach nad nowelizacją ustawy o działalności pożytku publicznego.Wiadomo było, że można było coś zrobić lepiej, ale nikt nie był w stanie niczego innego zaproponować. Myślę też, że taką największą merytoryczną porażką związaną z nowelą jest to, że nie udało się do niej wprowadzić zapisów dotyczących tego, aby 1 % był przekazywany na cele ogólne, a nie dla indywidualnych osób. Nie byliśmy w stanie tego przeforsować, choć mieliśmy mocne wewnętrzne przekonanie, że pieniądze z 1 % powinny iść na rzecz ogółu społeczności, że to jest bardziej w porządku. Ustawa powinna być bardziej skierowana do tych, którzy nie potrafią sami sobie poradzić. A obecny zapis jest korzystny dla tych, którzy są bardziej przedsiębiorczy i potrafią zebrać pieniądze. Ta konstrukcja dyskryminuje tych, którzy są słabsi, a nie po to było przecież to wszystko wymyślane – uważa.
Najbardziej Pani lubi
– Jak jest wesoło. Bo jak jest śmiesznie i zabawnie, to nawet w najgorszych momentach życie jest lepsze. Kiedy cały świat wali się na głowę, kiedy robi się milion różnych rzeczy i nie wiadomo, który ze stu maili otworzyć, jakie rozporządzenia czytać, a jakie nie, wtedy taka umiejętność lekkiego, ale w sensie pozytywnym, podchodzenia do trudnych spraw jest tym, co lubię najbardziej – mówi.
Marzenia na przyszłość
– Na pewno chciałabym, aby FISE dobrze funkcjonowała nawet wtedy, gdy skończą się granty. Żebyśmy znaleźli sposób, aby nie być zależnym od dotacji i bardziej wejść w to, co sami propagujemy, czyli w ekonomię społeczną, żeby Fundacja żyła swoim własnym życiem. Ogromnym marzeniem jest też to, aby wypaliła w Polsce ekonomia społeczna, taka prawdziwa, a nie socjalna, trochę oszukiwana, na dotacjach, czyli żeby ten ogrom pracy jaką wykonujemy od lat znalazł dobre ujście – wylicza.
Anna Sienicka - urodziła się w 1977 r. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów MA Uniwersytetu Lancaster „Gospodarka a społeczeństwo” (Economy and Society) w Ośrodku Studiów Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Ukończyła także studia podyplomowe z zakresu praw własności intelektualnej na Wydziale Prawa i Administracji UW. W latach 1997-1999 pracowała w kancelarii adwokackiej, gdzie była odpowiedzialna za sprawy z zakresu prawa cywilnego, karnego i administracyjnego. W Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych działa od listopada 2002 r. Brała udział w wielu projektach FISE m.in.: projekcie Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej, projektach EQUAL np. „W poszukiwaniu polskiego modelu ekonomii społecznej” czy w programie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności – „Work in Poland”, którego celem było wzmocnienie kompetencji i sprawności organizacji pozarządowych w zakresie świadczenia usług dla rynku pracy. Współorganizowała także międzynarodową konferencję „Ekonomia Społeczna 2004” (pod patronatem rządu Polski i Komisji Europejskiej), której celem było propagowanie idei ekonomii społecznej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.










