DZIŚ

Europejski Dzień Ofiar PrzestępstwDzień Myśli Braterskiej (obchodzony przez organizacje skautowe)

PODOBNE WIADOMOŚCI

Od wolontariuszki do współzałożycielki

Na przybycie św. Mikołaja czekają nie tylko dzieci w Polsce – postać ta, choć pod różnymi imionami znana jest w wielu krajach. Podobnie jest z wolontariuszami - ich pomoc może być potrzebna wszędzie. O tym, jak pomaga się dzieciom w Ameryce Południowej opowiada Paulina Szydłowska z Fundacji Papaya.

autor(ka): Justyna Magiera

2011-12-14, 14.16
fot. z galerii Fundacji Papaya, http://fundacjapapaya.pl/foto/

Za nami 5 grudnia, Międzynarodowy Dzień Wolontariusza – święto tych, którzy swój wolny czas poświęcają dla innych. Dzień ten poprzedza inną ważną datę. 6 grudnia dzieci w całej Polsce czekają na upragnione prezenty od świętego Mikołaja. Pozornie dwa różne wydarzenia. A jednak jest chyba tak, że wolontariusze są jak mikołaje – tylko lepsi. Bo oni pomoc i radość niosą każdego dnia, nie tylko od wielkiego święta.

Na przybycie św. Mikołaja czekają jednak nie tylko dzieci w Polsce – postać ta, choć pod różnymi imionami znana jest w wielu krajach. Podobnie jest z wolontariuszami - ich pomoc może być potrzebna wszędzie. O tym, jak pomaga się dzieciom w Ameryce Południowej opowiada Paulina Szydłowska z Fundacji Papaya.

Jak to wszystko się zaczęło? Skąd pomysł bycia wolontariuszką?

– Pomysł zrodził się w szczególnym miejscu i w szczególnym czasie. W drugiej klasie liceum wygrałam konkurs dotyczący wiedzy o Chile w moim LO i dzięki temu udało mi się wyjechać na ponad 10 dni do tego dalekiego kraju. Było to niezwykłe przeżycie - mój pierwszy lot samolotem i pierwsza tak poważna wyprawa. Bardzo się cieszyłam. Mogę powiedzieć, że ten wyjazd wiele zmienił w moim życiu. Mimo wspaniałych miejsc, które zwiedziliśmy oraz poznania otwartych i radosnych ludzi, doświadczyłam widoku niesamowitej biedy i przepaści, jaka istnieje między bogatymi a biednymi w tym kraju. Siedząc wieczorem w hotelu postanowiłam poszukać jakiegoś wolontariatu, który swoją pomoc kieruje w stronę właśnie Ameryki Południowej. W ten sposób trafiłam na Salezjański Wolontariat Misyjny. Po powrocie od razu tam zawitałam i przez kolejne trzy lata pracowałam jako wolontariuszka.

Czy mogłabyś opisać specyfikę wolontariatu dla Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego? Jakie zadania realizowałaś, jakie cechy czy umiejętności okazały się być szczególnie przydatne?

–  Salezjański Wolontariat Misyjny był zawsze miejscem, gdzie po prostu czułam się bezpiecznie i dobrze. Od początku pracy miałam gdzieś w głowie to, że chcę wyjechać na misję do Ameryki Południowej i tam zrobić coś dla ludzi. Najpierw jednak moim zadaniem była praca na miejscu. SWM realizuje bardzo dużo projektów, których celami są wyjazdy misyjne, ale także angażowanie polskiej społeczności. Tak naprawdę starałam się robić to, o co mnie poproszono. Na początku w zakres moich zadań wchodziła praca w biurze – kserowanie, obklejanie kopert itp. Z czasem jednak zaczęłam się udzielać także w wiosce afrykańskiej, pisałam teksty na stronę, nagrywałam audiobooki, brałam udział w projekcie dotyczącym Milenijnych Celów Rozwoju i projekcie teatralnym. Praca tam nauczyła mnie współpracy z ludźmi, otwartości, poszerzyła moje horyzonty związane z edukacją globalną i międzykulturową. Bardzo sobie cenię również to, że poznałam tam wspaniałe osoby, z którymi do dzisiaj dzielę zainteresowania.

Co zajmuje Cię obecnie?

– Studiuję Porównawcze Studia Cywilizacji i Psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuję też w sklepie z ubraniami i ręcznie robioną biżuterią. Poza pracą zajmuję się teraz dwoma projektami, jednym w SWM-ie, który powoli dobiega końca, a drugim projektem z ramienia Fundacji Autonomia. Jest to inicjatywa młodzieżowa stworzona w ramach programu Młodzież w działaniu o wdzięcznej nazwie „Na Prawa Zwrot”, realizowana w krzeszowickich szkołach ponadgimnazjalnych. To, co ma teraz dla mnie szczególne znaczenie to pomoc w rozwijaniu Fundacji Papaya.

Brałaś już udział w wielu dużych projektach wolontariackich, ale rok 2011 wydaje się jednak być przełomowym – zostałaś współzałożycielką wspomnianej już przez Ciebie Fundacji Papaya. Czy mogłabyś opowiedzieć, jak do tego doszło?

– Wspominałam o projekcie „Media dla Milenijnych Celów Rozwoju” z ramienia Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego. Trwa on od zeszłorocznych wakacji, kiedy to mieliśmy szereg szkoleń z dziedziny dziennikarstwa, reportażu filmowego i radiowego. Po nich część uczestników, w tym ja, trafiła do Peru, a pozostała część do Kenii, by tam pracować nad własnymi materiałami filmowymi. Przy tej okazji Darek Zalewski – jeden z naszych koordynatorów, zabrał nas do domu dla chłopców ulicy Aylllu Situwa, założonego przez Jacka Klisowskiego. Gdy poznałam chłopców i poczułam atmosferę tego miejsca, postanowiłam właśnie tam zrobić mój film. Drugą koordynatorką była Kasia Dumańska, która zainspirowała się pracą Jacka i wolontariuszy w domu Aylllu Situwa. Miała ona za sobą długoletni staż pracy w organizacji pozarządowej, ale zawsze marzyła o swojej fundacji. W końcu postanowiła je spełnić i założyć Papayę, która wspierałaby właśnie takie instytucje, jak dom Jacka Klisowskiego. Zapytała mnie, czy chciałabym jej przy tym pomóc, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem, pozytywnym zaskoczeniem, a przede wszystkim dopełnieniem mojej krótkiej pracy w domu. Z chłopakami zdążyłam się już trochę zżyć przez te dwa tygodnie i bardzo chciałam zrobić dla nich coś więcej. Po początkowych trudach związanych z papierkową robotą, w październiku zaczęliśmy stawiać pierwsze kroki.

Czym dokładnie zajmuje się Papaya, jakie są jej cele?

– Papaya to owoc marzeń wielu osób, w których życiu miłość do Peru i chęć pomagania krajom rozwijającym się odgrywa bardzo ważną rolę. Naszą pomoc kierujemy do instytucji oraz ludzi, którzy zajmują się dziećmi ulicy. Razem z nimi chcemy dawać dzieciakom nadzieję i szansę na lepsze jutro. Zaczynamy od domu Ayllu Situwa, założonego i prowadzonego przez Polaka – Jacka Klisowskiego, którego działalność zainspirowała powstanie Papai. Jest to dom niemalże rodzinny – mieszka w nim obecnie dziewięcioro chłopców w wieku od 7 do 17 lat. Co ważne, dzieciaki trafiły do domu, kiedy były jeszcze bardzo małe, miały po 4-5 lat. Sam założyciel przyznał, że na początku pobytu nie potrafiły nawet posługiwać się sztućcami. Były to maluchy, które od swoich pierwszych dni życia mieszkały na ulicy. Okazało się bardzo szybko, że praca z takimi dziećmi daje niesamowicie pozytywne efekty. Tak małe dzieci nie zdążyły się jeszcze uzależnić od narkotyków i zasmakować życia na ulicy oraz związanej z nim specyficznej „wolności”. W domu stworzonym przez Jacka Klisowskiego mogą się rozwijać, uczyć i czuć, jak w prawdziwej rodzinie.

Kolejnym celem Papai jest działanie tu na miejscu, w Polsce. Chodzi nam przede wszystkim o podnoszeniu świadomości Polaków na temat problemów krajów rozwijających się. Chcemy też pokazać, jak mądrze pomagać. Planujemy wysyłać wolontariuszy na różne zagraniczne projekty. Na razie odbywałyby się one w Peru, w domu Jacka Klisowskiego, ale mamy nadzieję, że podobnych miejsc na mapie naszej współpracy przybędzie z czasem. Chcemy też organizować inicjatywy dla dzieci i młodzieży z wykluczonych środowisk w Polsce. Jednym z nich jest nasz nowy projekt, dofinansowany przez fundację Orange pt.”Cuentacuentos – czyli historie z innej bajki”. Dotyczy on wymiany kulturowej polsko-peruwiańskiej, która odbywałaby się za pomocą bajek. Rezultatem ma być stworzenie audiobooków z peruwiańskimi bajkami nagranymi przez polską młodzież. Uczestnicy projektu wezmą wcześniej udział w szeregu warsztatów aktorskich, międzykulturowych i dotyczących interpretacji tekstu. Dzięki temu projektowi do Peru zostanie wysłany audiobook z przetłumaczonymi na język hiszpański bajkami polskimi.

Fundacja jest stosunkowo młoda, więc każdy w nią zaangażowany ma nie tylko dużo entuzjazmu, ale i pracy. Czy potrzebna Wam jest aktualnie pomoc wolontariuszy? Jeśli tak, to w jakim charakterze?

– Z racji tego, że działamy od kilku miesięcy, na razie potrzebowaliśmy wolontariuszy, którzy pomogliby nam w bardzo przyziemnych sprawach, jak np. budowanie strony internetowej czy przetłumaczenie jej na język angielski i hiszpański. Ponieważ uzyskaliśmy dofinansowania na wspomniany już przeze mnie projekt, będziemy teraz poszukiwać osób, chętnych do pomocy w realizacji warsztatów. Potrzebujemy też ludzi, które mają doświadczenie w promocji, PR i pozyskiwaniu sponsorów. Jesteśmy otwarci na wszystkich, którzy chcą coś zrobić i mają pomysł na to, jak można by ich umiejętności wykorzystać w pracy fundacji.

Potrafisz wyróżnić jedno szczególne wydarzenie związane z Twoją pracą wolontariusza? Coś, czego nigdy nie zapomnisz?

– Praca w domu Jacka Klisowskiego i sam wyjazd do Peru. Ten czas pozwolił mi na poukładanie sobie pewnych spraw w głowie, na zrozumienie tego, czym chciałabym się zajmować w moim życiu. Praca z dzieciakami jest oczywiście bardzo trudna. To prawdziwe wyzwanie. Z wieloma trudnościami trzeba radzić sobie zupełnie samodzielnie i przede wszystkim trzeba umieć wytyczyć tzw. barierę. Nie można zapominać, że jest się za te dzieci odpowiedzialnym, że jest się przede wszystkim ich wychowawcą. Moim głównym zadaniem było jednak przygotowanie materiałów filmowych i radiowych, więc dla maluchów nie miałam aż tak dużo czasu, jakbym chciała.

Czym przede wszystkim jest dla Ciebie wolontariat? Odpowiedzialnością, rozwojem osobistym, a może czymś zupełnie innym?

– Wolontariat jest dla mnie czymś, co weszło mi w krew do tego stopnia, że mogę go nazwać nieodłączną częścią mojego życia. Jest czymś zupełnie naturalnym. Czuję potrzebę zaangażowana i to wszystko. Uważam, że każdy musi znaleźć sobie świadomie własną działkę zainteresowań i to, co go najbardziej kręci w wolontariacie. Długo przed Chile szukałam czegoś dla siebie – w liceum organizowałam zbiórki pieniędzy na prezenty dla dzieci w Prokocimiu, próbowałam swoich sił w Fundacji „Mam marzenie”, choć trwało to bardzo krótko. Były to rzeczy jednorazowe, albo takie, w które z jakichś powodów nie mogłam lub nie umiałam zaangażować się na 100%. Dały mi bardzo wiele, ale dopiero teraz czuję, że znalazłam coś, czego jestem pewna.

Realizacja różnych projektów, działalność w Fundacji Papaya zajmuje z pewnością ogromną część Twojego wolnego czasu. Czy przyszło Ci kiedykolwiek do głowy, żeby z czegoś zrezygnować?

– Jasne, że są ciężkie chwile, ale to nie „wina” wolontariatu. To przeważnie kwestia prozaicznego zmęczenia, związanego ze wszystkim, czym się zajmuję. Mimo wszystko nie potrafię i nie chcę inaczej funkcjonować. Nie wyobrażam sobie rezygnacji z żadnej z działalności, a zaangażowanie w nie to mój własny, świadomy wybór. Nie jestem ideałem, niestety czasem zdarza mi się coś zawalić, kogoś nie odwiedzić, o czymś zapomnieć. Staram się nad tym pracować. Jak już wcześniej wspominałam, nie potrafiłabym funkcjonować bez wolontariatu, zwłaszcza teraz, kiedy powstała Fundacja. To, co robimy wydaje mi się bardzo ważne. Wiem, o co walczymy, co chcemy zmienić i w czym pomóc. Wierzę całym sercem w każdy nasz cel.

Wyobraź sobie rok 2015. Na pewno życzysz sobie, żeby Papaya nadal istniała, aby skutecznie pomagała dzieciom ulicy. Ale gdzie jesteś wtedy Ty? Jak widzisz swoją niedaleką przyszłość, jest w niej miejsce na wolontariat?

– To trudne pytanie. Na pewno chciałabym być wtedy w Peru, żeby pobyć z dzieciakami, pomóc im w codziennym życiu. Uważam jednak, że teraz jeszcze nie nadszedł mój czas. Chciałabym tam pojechać po studiach psychologicznych, z większym zapleczem zdolności zawodowych i praktycznych, które pozwolą mi dać im coś więcej niż tylko moją obecność. Może do tej pory coś się pozmienia - nie wiem. Niezależnie od tego, na wolontariat na pewno zawsze będzie miejsce.

To właśnie dla sektora pozarządowego działa Regionalne Centrum Wolontariatu w Krakowie. W ramach projektu „Pasja pomagania – rozwijamy wolontariat w Małopolsce” RCW prowadzi Punkt Pośrednictwa Wolontariatu, do którego może udać się każdy, kto chciałby zostać wolontariuszem, a nie jest pewny, jaką organizację wybrać.

Rozmawiała Justyna Magiera, wolontariuszka RCW Kraków

Regionalne Centrum Wolontariatu w Krakowie
przy Fundacji Biuro Inicjatyw Społecznych
ul. Pomorska 8/4, 30-039 Kraków

www.wolontariat.org.pl/krakow

Projekt „Pasja pomagania – rozwijamy wolontariat w Małopolsce” realizowany jest przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

 

Wiadomość nadesłana przez czytelniczkę/czytelnika portalu www.ngo.pl.

organizator: Regionalne Centrum Wolontariatu w Krakowie
www: http://www.wolontariat.org.pl/krakow 
źródło: Regionalne Centrum Wolontariatu w Krakowie
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy - dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.