PODOBNE WIADOMOŚCI
- Czas na film i bez dyskusji! » (06.02.2012)
- Tu znajdą swój dom » (03.02.2012)
- Mamy dla mam » (31.01.2012)
- Dróg jest wiele, my wybieramy najlepszą » (25.01.2012)
- Wolę Pearl Jam niż Bono » (25.01.2012)
- SMS z urzędu, aby komunikacja z mieszkańcami była sprawniejsza » (20.01.2012)
W drodze do Emaus
Kiermasz rzeczy używanych na jednym ze starych osiedli dzielnicy Nowa Huta w Krakowie. Za śmiesznie niską cenę można tu kupić niemal wszystko: książki, ubrania, buty, naczynia, zabawki, a także meble i sprzęt AGD. Co jest w tym miejscu niezwykłego? Prowadzi je wspólnota osób bezdomnych, a wszystkie przedmioty są darami od ludzi.
2009-04-17, 18.05
Krakowska wspólnota jest jedną z czterech wspólnot Emaus,
które funkcjonują w Polsce. Pozostałe są w Lublinie, Rzeszowie i
Nowym Sączu. Wspólnoty pomagają wyjść z pułapki bezdomności poprzez
pracę i pomoc innym.Osoby, które doświadczyły kiedyś bezdomności
żyją we wspólnocie, prowadzą publiczną zbiórkę używanych sprzętów i
utrzymują się z ich naprawy i sprzedaży. Starają się także pomagać
innym potrzebującym.
Ruch wspólnot Emaus został zapoczątkowany we Francji w latach
50. przez zakonnika, ojca Pierre. Abbé Pierre – jak nazywają go
członkowie wspólnoty – umarł w styczniu 2007 w wieku 95 lat. We
Francji to postać powszechnie znana, cieszy się takim szacunkiem
jak Jan Paweł II w Polsce. Dziś we Francji niemal w każdym mieście
jest wspólnota Emaus, na całym świecie funkcjonuje ich około
400.
Wspólnota krakowska powstała, gdy jeden z pracowników
istniejącej od 1999 r. wspólnoty w Nowym Sączu postanowił na jej
otwarcie przeznaczyć nagrodę, którą dostał w uznaniu za swoją
działalność. Był rok 2003. Dziś w krakowskiej wspólnocie mieszka 10
mężczyzn (nazywają się kompanionami). Kim są? Każdy ma swoją
historię. Są tu byli bezdomni, byli więźniowie, byli wychowankowie
domu dziecka. Przekrój wieku jest bardzo szeroki: od 24 do 60 lat.
Czy coś ich łączy? Grzegorz Hajduk, który jest kierownikiem
wspólnoty od 5 lat, odbywa z nimi wiele rozmów. Zauważył, że
większość z nich ma deficyt ojca. – Czasem wydaje mi się, że oprócz
dwójki swoich dzieci, mam jeszcze kilku przysposobionych synów –
uśmiecha się.
Podczas 6 lat działalności przewinęło się przez krakowską
wspólnotę między 60 a 80 osób. Na początku była spora rotacja.
Ludzie przychodzili i odchodzili. Z czasem krakowski Emaus stawał
się coraz bardziej stabilną wspólnotą.
Gdzie ci bezdomni?
Kiermasz Emaus to kopalnia przedmiotów niepowtarzalnych,
których nie sposób znaleźć w zwykłych sklepach. Nie dziwi, że
pojawiają się tu łowcy wartościowych starych mebli czy oryginalnych
bibelotów. Nie brakuje też stałych klientów poszukujących po prostu
rzeczy najtańszych. Są panie, dla których wizyta na kiermaszu jest
stałym elementem rozkładu dnia. Emaus wrósł w krajobraz Nowej Huty,
zaistniał w świadomości lokalnej społeczności. Nikomu z klientów
nie przeszkadza, że prowadzą go byli bezdomni. Jedna ze stałych
klientek, choć przychodziła na kiermasz już od dawna, nie wiedziała
kto go prowadzi. Gdy pewnego dnia po raz pierwszy sięgnęła po
ulotkę, ze zdumieniem zapytała „Ale gdzie są ci bezdomni?”. Nie
mogła uwierzyć, że to dobrze jej znani panowie, którzy tu pracują i
pomagają klientom.
Dzięki licznym klientom krakowska wspólnota Emaus jest w
stanie całkowicie utrzymać się ze swojej pracy i nie musi korzystać
z żadnych grantów i dofinansowań. Abbé Pierre uczył: „nigdy nie
jesteś tak biedny, żeby nie móc pomóc innym”, dlatego część
zebranych rzeczy rozdają potrzebującym lub sprzedają po obniżonych
cenach. Miesięcznie starają się wspomóc w ten sposób 2-3 rodziny, a
kilka lub kilkanaście rodzin kupuje przedmioty po w połowie
obniżonej cenie. Udało im się też zarobić (wspólnie ze wspólnotą w
Nowym Sączu) na własną działkę, na której powstanie dom dla
członków wspólnoty. Na razie, na skutek protestu sąsiada, muszą
przebrnąć przez gąszcz urzędowych formalności. Reakcje społeczności
w okolicy, gdzie leży ich działka są bardziej negatywne od tych, do
których przywykli na nowohuckim osiedlu. Pewnego dnia, gdy sadzili
drzewa na swojej działce podszedł sąsiad i spytał, czy to prawda,
że stanie tu dom dla ludzi z HIV-em.
Lepsze niż schronisko
Zasadą wspólnoty Emaus jest, by zmieniać siebie i pomagać
innym przez pracę. Grzegorz Hajduk jest przekonany, że wspólnota to
dla bezdomnych o wiele lepsze rozwiązanie niż pobyt w schronisku
dla bezdomnych.
Różnicę dobrze schroniskiem a wspólnotą widać w Nowym Sączu,
gdzie funkcjonują oba miejsca. – Schronisko to rodzaj
„przechowalni” – mówi Hajduk. Jego mieszkańcy czasem wychodzą do
pracy, nie mają jednak prawdziwych kontaktów ze światem
zewnętrznym. Przez większość czasu po prostu się nudzą. –
Członkowie naszej wspólnoty nie są odizolowani od społeczeństwa,
funkcjonują w prawdziwym świecie, stykają się z klientami. To na
nich doskonale wpływa – tłumaczy.
Gdy patrzy się na wspólnotę Emaus w Krakowie, od razu
przychodzi na myśl, że takich miejsce powinno być w Polsce o wiele
więcej. Jedna inicjatywa sprawia przecież, że dzieje się kilka
dobrych rzeczy naraz. Bezdomni „wracają” do społeczeństwa, uczą się
normalnie żyć i pracować. Każdy z nas może za darmo oddać rzeczy,
których już nie potrzebuje i wspomóc w ten sposób ludzi
potrzebujących. Upadają pokutujące w społeczeństwie stereotypy
dotyczące osób bezdomnych (że nie potrafią pracować, są leniwi, że
nie można im zaufać). I w końcu naprawiając stare przedmioty,
przedłuża się ich życie – co jest ekologiczne i wpisuje się w nurt
odpowiedzialnego konsumpcjonizmu.
Zdarzają się upadki…
Oczywiście Emaus nie jest sielanką czy zrealizowaną utopią
pracownika socjalnego. Wielu bezdomnych nie potrafi się odnaleźć we
wspólnocie. Szybko odchodzą. Nie do końca zdają sobie sprawę z
tego, jak się we wspólnocie żyje. A życie codzienne na pewno nie
jest tu łatwe. To codzienny trud i ciągła praca nad sobą.
Kompanioni dostają miesięczne kieszonkowe, na co dzień ich życie
przypomina jednak trochę życie w klasztorze. Bardzo duży nacisk
kładzie się na pracę. – Niektórzy z ludzi, którzy tu są – na skutek
wieloletniego życia w ubóstwie czy na ulicy – zatracili podstawowe
nawyki, choćby takie, że rano wstaje się, je śniadanie i idzie do
pracy – mówi Grzegorz Hajduk.
We wspólnocie obowiązuje ścisły regulamin. Nie ma mowy np. o
spożywaniu alkoholu, z którym prawie wszyscy kompanioni mieli lub
mają problem. Będąc we wspólnocie, mają możliwość podjęcia terapii.
Niektórym wystarcza, że są w grupie osób niepijących. Jednak nie
każdy wytrzymuje abstynencję. Problem alkoholowy, jak mówi Hajduk,
ściąga wiele osób w dół,
Sytuacja idealna jest wtedy, gdy bezdomny przychodzi do
wspólnoty i w niej zmienia się na tyle, że może z niej odejść, by
żyć samodzielnie. To jednak nie zawsze się udaje. Są członkowie
wspólnoty, którzy nigdy się nie usamodzielnią – są na to zbyt
chorzy lub za starzy. Są też tacy, którzy próbowali i im się nie
udało. Grzegorz Hajduk nie wywiera wielkiej presji na ludzi, że
muszą się usamodzielnić, bo był już świadkiem spektakularnych
upadków. – Znałem ludzi, którzy byli 5 lat we wspólnocie, trzeźwo
mierzyli się z życiem, mocno stali na nogach, odeszli i po pół roku
upadali jeszcze boleśniej niż wcześniej. Często nie potrafili się
już podnieść, czasem nawet wrócić do wspólnoty – wspomina.
Czy każdy z takich przypadków oznacza porażkę wspólnoty? Ktoś
został wyrzucony ze wspólnoty na skutek swoich błędów, ale
wcześniej przez kilka miesięcy żył w Emaus, dojrzał, nie pił. – Czy
jemu też pomogliśmy? – zastanawia się kierownik wspólnoty. Trudno
udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
Dziś krakowska wspólnota utrzymuje kontakt ze swoimi trzema
byłymi członkami, którzy z powodzeniem funkcjonują w
społeczeństwie. W najbliższym czasie wspólnotę czeka odejście
jednego, a być może dwóch kompanionów. Wydają się na ten krok
gotowi, przygotowują się do tego od dłuższego czasu. Czy im się
uda? Niestety, gwarancji nikt dać im nie może. Trzymamy za nich
kciuki.
źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE
Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.












